Tak trzeba... jak trzeba?
Czasami zastanawiam się - po co? Czy tak dobrze? Czy właściwie?
Po co? Na co? Dlaczego? Robię to, co nauczono mnie i co sądzę, że należy robić. Co jakiś czas obłazi mnie jednak strach, że to nie tak, że się mylę i w ogóle, to nie w tę stronę. I nie wiem, czy jest on mój, czy coś go we mnie zasiało.
Jest taka scena w "Gronach gniewu", w której syn zwraca się do matki:
- Mamo, czy mama się nie boi tej jazdy? Czy nie boi się mama obcych stron?
Oczy jej stały się zamyślone i łagodne.
- Trochę - odpowiedziała. - Może to nawet nie jest strach. Po prostu siedzę i czekam. Kiedy coś się stanie i trzeba będzie działać, dam sobie radę.
- A czy nie myśli mama o tym, jak to tam będzie na miejscu? Nie boi się mama, że nie będzie tak pięknie, jakeśmy się spodziewali?
- Nie - odparła szybko. - Nie boję się. Nie wolno się bać. I ja nie mogę się bać. To tak, jakby człowiek chciał przeżyć za wiele od razu. Przed nami jest tysiąc rodzajów życia, ale przeżyjemy tylko jedno. A przewidywać i mędrkować, co nas czeka - nie, to nie dla mnie. Ty możesz żyć przyszłością, jesteś jeszcze taki młody, ale moje życie to jak ta droga, którą jedziemy. I myślę tylko o tym, kiedy zaczniecie wołać o wieprzowe żeberka. - Rysy jej stwardniały. - Tyle tylko mogę - nic więcej. Na więcej mnie nie stać. Gdybym zrobiła coś ponadto, cała rodzina by się rozpadła. Oni wszyscy przecież liczą, że myślę o tym, co trzeba.
Czasami chcę rzeczywiście przeżyć za wiele. Rozważyć scenariusze... Jest to w istocie zabawne, ponieważ żadna z tych wersji może się nie ziścić. Z kolei to, co rzeczywiście będzie miało miejsce, przerośnie bądź nie dorośnie do oczekiwań. To chyba prosta droga, by poczuć się jak pośmiewisko. Boże igrzysko.
Myśleć o tym, co trzeba.
Zastanawiam się, czy dobrze mi to wychodzi. Ostatnio M. wyliczała, kogo już widziała płaczącego. Z powagą wymieniła dorosłych, a potem powiedziała: "I wiesz kogo jeszcze nie widziałam, jak płacze? Ciebie".



Komentarze
Prześlij komentarz